I BigScooter Großrollertreffen Berlin 2010

Edytor:MariuszBurgi

Jako że Burgmania to klub nomadyczny i nie straszne są nam wyprawy zarówno bliskie jak i dalekie, postanowiliśmy zobaczyć jak tam bawią się nasi przyjaciele zza Odry na swoich zlotach… zaraz, zaraz… tak było w zeszłym roku kiedy ekipa Burgmanii powędrowała do 2009 roku. Tym razem odwiedziliśmy stolicę Niemiec, czyli Berlin. Tak dokładnie to I BigScooter Großrollertreffen odbywał się w Mahlow 15831, a niniejszy tekst jest tylko namiastką tego, co przeżyliśmy, mimo wszystko spróbuję przybliżyć Wam atmosferę panującą podczas wyjazdu.

 

Czwartek

O godzinie 10-tej stawiamy się z Bunny’m w siedzibie Poland Position, gdzie umówieni jesteśmy na odbiór praktycznie nowego, czarnego T-maxa 500, który jak się później okaże sprawdził się jako idealny partner w podróży. Po wchłonięciu gorącej kawki oraz szybkiej wymianie zdań odnośnie naszego celu wyjazdu z ekipą salonu (pozdrowienia dla Darka i Renaty) zaczynamy pakowanie skutera. W między czasie dobija do nas Orzech i oferuje resztki wolnego miejsca na swojej mocno już objuczonej Majesty 400.

W takim zestawie ruszamy o 11-ej z Warszawy w kierunku Torzymia, który jest naszym celem przejściowym w drodze na I BigScooter Großrollertreffen Po ok. 6 godzinach dobijamy do Sosenki, która, jak się okazuje, w zasadzie została już opanowana przez większą cześć ekipy wyjazdowej. Tuż po nas dojeżdża do pensjonatu zdun13m, paweł886, Migu, Siemik, Antoniaczki, grzegorz76 i inni rządni wrażeń imprezowicze. Oczywiście w takim miejscu i z takim składem nie wypada „tak bez biesiady” :), podczas której m.in uzgadniamy szczegóły odnośnie zlotu na który już jutro mamy wkroczyć. Około północy do Sosenki dojeżdża Krzytro z Olą na swoim całkiem nowym, jeszcze nie dotartym, An 650 a tuż po północy wiara przenosi się do łóżek celem zregenerowania sił po podróży.

Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć

Piątek

Poranek w Torzymiu przywitał nas dźwiękiem świergoczących ptaków i piękną słoneczną aurą. Szybkie śniadanie, pakowanie i już po chwili przekraczamy granicę państwa a po kolejnej dojeżdżamy do ostatniego przed wjazdem na zlot, punktu zbornego tj. Mc Donald’a w Wildau tuż obok Ringu. Tutaj miały krzyżować się szlaki wszystkich zlotowiczów z całej Polski. Ok. 12-stej witamy się z ekipą z Poznania tj. Zybex, Cappo z Asią oraz północną Polską czyli Abachem, Bilety a także Plebanem z Kasią. Po krótkim dysputach ruszamy grupą 33 osobową pod bramę wjazdową na I BigScooter Großrollertreffen.

Pierwsze zakłopotanie organizatorów pojawia się już podczas rejestracji, kiedy Klub Burgmania blokuje całą drogę dojazdową na teren zlotu. Kto to myślał, żeby taką bandą wjeżdżać na zlot?! 🙂 Po chwili zastanowienia organizatorzy wpuszczają nas na plac zlotowy bez meldunku celem rozładowania drogi wjazdowej i uniknięcia chaosu. Sama rejestracja odbywa się w dość specyficznych warunkach polowych ale „ordnung muss sein”. Po małych poprawkach ilość osób pokrywa się z listą organizatora… mówiąc inaczej: Zlotowanie można zaczynać! 🙂

Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć

Na dobry początek nie omieszkaliśmy dołożyć ciut pomarańczu tej imprezie… Jedno hasło wystarczyło aby każdy obywatel Burgmanii paradował, w specjalnie wykonanej na ten zlot, koszulce okolicznościowej- ot taka tradycja po zeszłorocznym Marl. Zanim jednak w pełni „rozwinęliśmy skrzydła” należało rozłożyć namioty na pobliskim kempingu. Namioty, namiotami ale wigwam PES edition, znany ze zlotu *Burgmania 2010* wprawił w osłupienie nie jednego tubylca ;-). Kiedy nasze „chałupy” już stały a okoliczni mieszkańcy kempingu zrozumieli która grupa także i tutaj jest najliczniejsza mogliśmy wkroczyć z powrotem na plac zlotowy.

Co tu dużo gadać… Tak w dużym skrócie: TAK SIĘ BAWI, TAK SIĘ BAWI … B U R G M A N I A! Tańce, hulanki, swawole to nasza specjalność! W przerwach niektórzy z nas brali udział w kole fortuny przygotowanym przez organizatorów BigScooter. Trzeba przyznać, że nagrody były naprawdę sympatyczne. Tym bardziej, że jedno kręcenie kosztowało tylko 50 eurocentów przy dość wysokim ryzyku wygranej ;-). Byli tacy którzy kręcili naprawdę wieeeele razy, inni „przekręcili” połowę kieszonkowego a jeszcze inni pokazywali organizatorowi banknot 500 eur. Tym samym ekipa Burgmanii wprowadziła kolejny chaos a loteria została czasowo zamknięta… ale co złupiliśmy to nasze 😉

Niekwestionowaną gwiazdą zlotu była nasza perełka Klubowa- Yamaha Morphous, którą dumie przemieszczał się po terenie dr.big. Chętnych do wykonania zdjęcia obok lub za sterami Morphousa było bez liku… nawet cena 5 eur za fotkę nie odstraszała zlotowiczów z Niemiec 😉 Inną gwiazdą był Orzech który robił nam dobrze … znaczy się chłodził … chłodził okoliczne trunki w swoim kufrze wypełnionym lodowatą wodą! No cóż, potrzeba jest matką wynalazków :).

Kiedy zmęczenie dało się nam delikatnie we znaki (cóż, lodówka nie zawsze chłodziła piwo do odpowiedniej temperatury) wypadało się schłodzić w stawie zlotowym… ale jak się kąpać to tylko z banerem Klubowym! Czas od wydania komendy do pluskania się w wodzie nie był większy niż kilkanaście sekund… a co! U nas „ordnung” nie gorszy :).
Zakończenie piątku wyglądało u niektórych trochę, jakby to powiedzieć… mokro. Wieczór na terenie zlotu skończył się małą procesją. Trzymając baner Burgmanii wysoko nad głowami przemieściliśmy się na nasz kemping. Nie muszę chyba opisywać min kierowców, którzy akurat przetaczali się ulicą i widzieli nasz pochód? Zobaczyć ich miny- bezcenne!

Jeśli ktoś myśli, że to był już koniec piątkowych zmagań w Berlinie to jest w błędzie. Impreza po prostu przeniosła się pod wigwam gdzie czekała na nas kopiec beer’a dostarczony przez Bilety i Miga a zasponsorowany $ przez mr. Krzytra … no cóż, nie codziennie kupuje się nowego Burgmana 650 a ochrzcić sprzęt trzeba co by się nie psuł ;-).

Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć

Sobota

Sobotni poranek nie przywitał nas zbyt ciekawą pogodą. Mimo tego nie zrezygnowaliśmy z wycieczki do Berlina (chociaż byli tacy co zrezygnowali a później żałowali). Pierwszy na liście był market motocyklowy Polo. Później przemieściliśmy się do oddalonego nieopodal Louisa, gdzie trafiliśmy ciekawe angeboty :). Kolejnym punktem. na naszej mapie Berlina, której przewodził dr.big była najlepsza przyczepowa restauracja z prawdziwym niemieckim Currywurst’em i frytkami. Kto nie dojadł kiełbaski miał okazję zjeść kebaba i popić prawdziwym ajranem w następnym punkcie gastronomicznym. Po zakupach delikatnie rozbiliśmy się na grupy gdzie np. jedna pojechała oglądać Bramę Branderburską a inna zwiedzała okolice Alexanderplatz' u.

Kiedy nacieszyliśmy oko zabytkami Berlina czas było wracać do Mahlow i kontynuować zlot. Po przybyciu na miejsce rozpoczęliśmy dwie niezależne biesiady. Jedna toczyła się pod dachem kempingowego centrum sanitarnego, a druga tuż obok na placu boju… tzn. placu zlotu ;-). Loteria fantowa ruszyła po raz kolejny… tym razem z pewna nieśmiałością, by po krótkiej chwili ponownie zakończyć swoją działalność. Powód? Siemik wyszperał wszystkie zaskórniaki i nie dał się odgonić od paśnika. Ostatnie nagrody rozgrabione zostały w trybie ekspresowym. W tym samym czasie na trawiasty parkiet wkroczył Worlan, który po obtańcowaniu kilku osobników (różnych narodowości- płeć miała znaczenie drugorzędne) zakończył popisy w szaleńczych uściskach z Orzechem. Wcale nie gorzej wywijał Nosek… aż mu dym z podeszwy leciał. Taniec z Gwiazdami mógłby się od Was uczyć chłopaki! Zresztą co tu dużo mówić- wszyscy tańczyli i bawili się … dopóki siły nie zbrakło ;-).

Sympatycznym akcentem było wyróżnienie naszego Klubu przez organizatora I BigScooter Großrollertreffen. Odebraliśmy puchar oraz dyplom- wyróżnienie za najliczniejszą grupę przybyłą na zlot. W rewanżu przekazaliśmy na ręce organizatora przygotowane wcześniej koszulki okolicznościowe. Trzeba przyznać, że te ciepłe chwile po raz kolejny pogłębiły międzynarodową przyjaźń wśród Klubów maxi- skuterowych. W zeszłym roku odebraliśmy podobne wyróżnienie na zlocie Klubu Skuterowego HGF.
Sobotni wieczór zamykał pokaz cudaka- firemana, który ział ogniem i rzucał drewnianym krążkiem na 20 metrów w górę. Jego występ z podkładem AC/DC należał do wyjątkowo widowiskowych atrakcji imprezy w Mahlow. Na koniec wpuszczono na scenę zespół pieśni (nie tańca), który jakoś nie specjalnie przypadł nam do gustu. Długo nie myśląc przenieśliśmy się na imprezę kempingową gdzie w rytmach muzyki z systemu Bose od Zybexa wymienialiśmy się uściskami i przyjacielskimi gestami, np. Worlan zaczął układać fryzurę latynoską Krzytrowi a Orzech z Szuwarkiem zacieśniali kontakty polsko- niemieckie. W tak doskonałych humorach dotrwaliśmy do późnych godzin nocnych.

Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć

Niedziela

Ta noc nie należała do przyjemnych. Temperatura w nocy spadła poniżej 10 stopni a wszechobecna wilgoć wdzierała się do naszych namiotów wszystkimi możliwymi szczelinami. Niektórzy z nas (w tym i ja) obudzili się już o 5-ej rano celem wygrzania pod gorącym prysznicem. Akurat sanitariaty wyjątkowo zachęcały swoim standardem do korzystania zeń… Było to dla nas miłym zaskoczeniem ponieważ oczekiwaliśmy standardu znanego nam z Marl. Ten kto w zeszłym roku był to wie o czym piszę ;-).

Ok. 8-ej rozpoczęliśmy składanie namiotów i pakowanie sprzętów. Po krótkich uściskach pożegnalnych ruszyliśmy większymi lub mniejszymi grupkami w kierunku Polski. Razem z Krzytrem/Olą oraz działkowcem dojechaliśmy bezpiecznie do Warszawy… trochę zmarznięci, niewyspani ale z garściami przemiłych wspomnień z I zlotu BigScooter w Berlinie. Do zobaczenia na kolejnym zlocie 2011… tym razem pewnie znów zawitamy do Marl na HGF Mega- Grosroller- Treffen 2011.

Wątek zlotowy, przebieg imprezy oraz linki do galerii: http://www.forum.burgmania.net/index.php?showtopic=9206&st=0 Podziękowania dla Worlana, Więcka i Orzecha za tematy bagażowe. Specjalne podziękowania dla Yamaha Poland Position za pojazd testowy udostępniony w trybie ekspresowym.

Tekst: MariuszBurgi
Foto: Własne lub zapożyczone od uczestników zlotu.