Test alarmu motocyklowego SIM10 firmy Mulak Conectors
Na rynku motoryzacyjnym w ostatnich latach jak przysłowiowe „grzyby po deszczu” pojawiają się coraz to nowe propozycje układów zabezpieczających do samochodów. Inaczej jest z rynkiem motocyklowym. Tutaj oferta jest znacznie uboższa i trudno znaleźć urządzenia klasy średniej. Do wyboru mamy produkty wątpliwej jakości za 50 czy 100 zł lub przyzwoite acz kosztowne urządzenia takie jak Patrol Line czy układy oferowane jako akcesoria przez producentów jednośladów. Jakiś czas temu na rynku pojawił się ciekawy polski produkt firmy Mulak Connectors, któremu postanowiliśmy się dokładniej przyjrzeć.
Mam, używam od ponad roku. W porównaniu z poprzednim fabrycznym alarmem ideał: nic nie trzeba robić - oprócz noszenia karty kodowej. Nie zapomni się go włączyć i wyłączyć. Poprzedni alarm został zdemontowany, ponieważ zabiła go wilgoć - raz działało rozbrajanie immo, a raz nie. W efekcie miałem kilometr pchania T-maxa. Montaż w firmie Mulak przebiegła w bardzo sympatycznej atmosferze.
Dzieki uprzejmosci Worlana i Kisiela mam zamontowany w Morphousie . Sprawuje sie znakomicie, a ja cenie sobie pastylke, ktora wystarczy miec w kieszeni. Zadnego szukania pilota, naciskania guzikow i tym podobnych. Dodatkowo, jesli nie mamy potrzeby aktywacji alarmu, pastylke mozna zostawic w schowku .
Uzywam tego alarmu blisko rok (wygrana w konkursie Burgmanii 2009). Jestem z niego bradzo zadowolony. Porządne solidne, wykonanie, nieiwlkie wymiary i sporo funkcji zabezpieczających a poza tym karta kodowa, którą mam włożoną do okładki dowodu rejestracyjnego i jednocześnie przypomina mi o zabraniu tego dokumentu (jeszcze jedna dodatkowa funkcja. ).